czwartek, 19 września 2013

Ten o bitwie szóstej, z ósemką w roli głównej

Anglosaski Kot, z bijącym niczym Dzwon Zygmunta sercem, z przerażoną i niemalże łkającą duszą i z napływającymi falami gorąca siedzi w kąciku i myśli o tym, jakie jego życie było piękne w dniu wczorajszym a jak straszne jest dzisiaj. Dzisiaj. O matko kochana dzisiaj.

Dzisiaj zaleję się krwią, spędzę na fotelu dentystycznym długie godziny lub minuty (w zależności od tego jak nam pójdzie) a potem z obolałą mordką pójdę do domu i będę nienawidzić świat całym swoim jestestwem. Takie oto są konsekwencje (nie)posiadania zębów mądrości.

Są ludzie którzy rodzą się z pięknym, "hollywoodzkim" uśmiechem. Nie chodzi bynajmniej o to, że rodzą się od razu z zębami na wierzchu, z włosami na żel i w smokingu, ale o to, że kiedy dorastają, nie muszą chodzić do dentysty, do ortodonty, zęby same rosną tam gdzie powinny, same aranżują wystrój jamy ustnej i są w stanie rozplanować układ uzębienia, tak by żaden aparat ortodontyczny nie był potrzebny. Dodatkowo rosną odpowiedniej wielkości, zgrabne, drobne, błyskotliwe, najczęściej znają jeszcze kilka języków obcych i posiadają złotą kartę kredytową. I tak było z moim szanownym bratem, który może i włosów na żel nie ma, ale uśmiech ma taki, że ho ho. I to on pochłonął wszystkie geny zapewniające ładne uzębienie. Bo na mnie już tych genów nie starczyło. W ten właśnie sposób otrzymałam od losu duże, dorodne, pełnowartościowe zęby, które niestety nie mieściły się w mojej wąskiej szczęce, wyposażonej dodatkowo w tzw. gotyckie podniebienie (które, jak się niedawno dowiedziałam, jest wadą genetyczną). Tak więc jedynki postanowiły być na piedestale, więc powiększyły swoją normalną objętość i poszły na przód niczym Husaria w bitwie pod Kircholmem w 1605, dwójki się zawstydziły i postanowiły się schować w cieniu pobratymców, trójki zaciekawione tym co będzie się działo na polu bitwy poszły na przód, żeby lepiej widzieć, czwórki zniknęły (tzw. ekstrakcja), bo... cóż... nie było dla nich miejsca, a jedynie piątki i szóstki są w miarę normalne... pomijając oczywiście ich wielkość. I ta nieszczęsna ósemka prawa, która nie zmieściła się w szeregu i postanowiła wyrosnąć nad szeregiem, przesuwając całą kompanie w lewo. Jak taki niski, łysy kaban z wielkimi barami, który rozpycha się w kolejce, bo myśli że mu wszystko wolno.

Z biegiem lat nic się nie zmieniło. Zmienił się jedynie mój upór względem zmian. Wcześniej szanowna rodzicielka robiła dosłownie wszystko, żeby zgryz mój doprowadzić do jako takiego ładu. Ilość wizyt w publicznych zakładach ortodontycznych można by zliczyć na palcach mylionów ludzi (co ciekawe, nigdy nie zmuszono mnie do założenia aparatu stałego... do dziś zastanawiam się czy to nie był błąd). Ale jako że byłam upartym dzieckiem i nie chciałam nosić aparatu, moja kariera pacjentki placówki ortodontycznej zakończyła się jakieś 14 lat temu.
Czas mijał, a mi jakoś coraz bardziej zaczęło zależeć na zmianie. Nawet pisanie o tym wydaje się być emocjonalnie niewygodne i nieprzyjemne. W związku z tym przyszedł czas aby zrobić to z własnej inicjatywy, osobiście i na własne żądanie, choć podejrzewam, że rodzicielce zależy na zmianie równie mocno.

classymissmolassy.tumblr.com/
Plan na bitwę szóstą był prosty:
1) zmobilizować się, przemóc strach i zapisać się do dentysty na leczenie
2) dowiedzieć się, że te 4 zęby do leczenia zamieniły się w całą jedenastkę. Tak. Jedenaście zębów do leczenia, na te 25, które posiadam
3) siedem miesięcy i ok 1200 zł później usłyszeć "zapraszam za pół roku na rutynową kontrolę"
4) wyrwać ostatnią "ósemkę", która blokuje górne zęby i z racji tego ze się nie mieści, przesuwa wszystkie sąsiadujące twory jamy ustnej w drugą stronę
5) przeżyć wyrwanie
6) wybrać dwóch ortodontów, a po konsultacji wybrać tego, którego pokocham i który mnie (mam nadzieję) uleczy
7) uzbierać fundusze na aparat
8) założyć aparat i przyzwyczaić się do bólu
9) po X lat zdjąć i cieszyć się "hollywoodzkim" uśmiechem, który mi odebrał rodzony brat, pożerając geny pięknego uśmiechu.

Jest wrzesień. Póki co udało się zrealizować plan nr 1, 2, 3, połowicznie 6 oraz 7. Plan ósmy zostanie zrealizowany przed końcem tego roku. Plan 4 i 5 zostanie zrealizowany dzisiaj. Dzisiaj. Matko kochana, a prawie już zapomniałam. Jakiż to był błogi stan...

2 komentarze:

  1. O matko. Zęby, owszem, przydaja się jak nie wiem. Ale też ile trzeba się namęczyć. Wiem coś niecoś o tym i ja. Dlatego pozdrawiam Cię serdecznie, Anglosaski Kocie. Trwaj dzielnie na tej wojnie, aż wygrasz bitwę numer 6 i te pozostałe.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...